Następnego dnia Rozalię nie obudził ani budzik, ani Feliks, ani
też promienie światła. Obudziło ją głośnie pukanie do drzwi, naprzemiennie z
dźwiękiem dzwonka. Znów pomyślała o Magdzie, potem o Michale, ale znów był to
Bartosz.
Tym razem nie miał na sobie tego, co zwykle, czyli
krótkich Convers'ów, jasnych jeansów, granatowej koszuli i niebieskiej,
przeciwdeszczowej kurtki. Tym razem założył czarne Adidasy, czarne spodnie, z
lekko zwężoną nogawką, białą koszulkę i czarną, skórzaną kurtę. No i
oczywistością były okulary przeciwsłoneczne.
- Wyjeżdżasz gdzieś? - spytała
Rozalia, przecierając oczy.
- Nie, czemu pytasz? Przecież miałem ci pomóc...
- Ale, Bartek, to nie będzie miało sensu. Nic nie
zdziałamy. Ja bym bardzo chciała rozwiązać tę sprawę, ale sam widzisz, że nie
mogę.
- Gadanie. Ubieraj się. Ale już!
Rozalia nie była do końca przekonana o słuszności
tego pomysłu, aczkolwiek uległa Bartkowi i jego urokowi osobistemu.
- To gdzie najpierw? - spytała Rozalia, wsiadając do
czarnego Audi Bartosza.
- Hm... a czy ofiara coś studiowała? - spytał po
chwili Bartek, odjeżdżając z parkingu.
Rozalia zaczerwieniła się, bo był chłopak
niezły.
- Tak, tak. Architekturę. Skręć w lewo i będziemy
prawie na miejscu.
Bartek zrobił to, co
kazała mu Rozalia. Po chwili stali przed wielkim budynkiem, do którego
wchodziło mnóstwo ludzi. Weszli do środka i zaczęli pytać o Kamilę, ale nikt
jej nie kojarzył. W końcu rozpoznała ją jakaś dziewczyna. Karolina Wilk.
- To jest Kamila. A coś się stało? – spytała,
kątem oka patrząc na chłopaka, który stał przy oknie. Rozalia wyczuła jej
niepewność i strach.
- Nie żyje, chcesz coś
jeszcze powiedzieć?
Cały czas mówiła
Rozalia. Bartek tylko stał, słuchał i próbował nie rzucać się w oczy.
- Nie żyje? Ale… -
urwała. – Przepraszam, muszę iść na zajęcia.
Bartek spojrzał się
wymownie na Rozalię, która już nic z tego nie rozumiała.
- Przecież ona coś wie,
czuć to na kilometr – stwierdził Bartek, krzyżując ręce na piersi.
- No, racja. A widziałeś
tego chłopaka? – Bartosz kiwnął głową. – Z nim też musimy pogadać.
Obydwoje wrócili do
samochodu i nie za bardzo wiedzieli, co ze sobą zrobić. Jedynym punktem
zaczepienia była ta dziewczyna.
- Jeść mi się chce –
mruknął cicho Bartek.
- Mi też… - odparła
Rozalia, zaglądając do torby, z nadzieją, że jest tam jeszcze wczorajsza
kanapka.
- Chcesz pierogi?
- Pierogi?
- Tak, niedaleko była
jakaś budka z pierogami. Skoczę i przyniosę kilka – zaproponował.
- Okej, idź.
Rozalia została sama.
Znów zaczęło ją kusić, by zadzwonić do Michała, ale była prawie pewna, że znów
włączy się poczta. Dostała za to SMS’a od Magdy. „Jak z Bartkiem?”. Rozalia
uśmiechnęła się szeroko, ale nic jej nie odpisała, bo jej siostra i tak by w to
nie uwierzyła.
Nagle ktoś otworzył
drzwi. Rozalia była pewna, że to Bartek, ale był to chłopak z uczelni.
Wzdrygnęła się.
- Chyba musimy pogadać –
powiedziała stanowczo.
- O niczym nie będziemy
rozmawiać. Pojedziemy gdzieś – odparł, odpalając samochód.
Rozalia na razie nie
protestowała. Była pewna, że ten chłopak chce jej coś powiedzieć o śmierci
Kamili, że ma dobre zamiary. A on jechał coraz szybciej. Rozalia wyjęła telefon
i wybrała numer Bartka. Chłopak wyrwał jej komórkę i wyrzucił ją przez okno.
- Hej! Mogę wiedzieć
gdzie jedziemy?! – warknęła Rozalia, próbując jakoś zatrzymać samochód, ale
mało co mogła zdziałać, bo doprowadziłaby do wypadku.
Chłopak nie
odpowiedział. Przyspieszył jeszcze bardziej. Rozalia wbiła się w siedzenie i
mocno chwyciła za zagłówek. Jechali gdzieś poza miasto. Wszędzie były tylko
lasy, błoto, a na dodatek zaczynało padać. Znów.
Rozalia łapczywie
wdychała powietrze. Krew szybciej pulsowała. Byli na jakimś polu. Pustym polu.
Niedaleko płynęła rzeka. Słońce prawie schowało się za szarymi chmurami. Gdzieś
w oddali widać było klucz ptaków. Wszystko to tworzyło surrealistyczny obraz.
Było coś w tym niepokojącego i dziwnego.
- Zabiłeś ją, prawda? –
Rozalia próbowała zachować spokój.
- Wysiadaj – rzucił
obojętnie.
Rozalia wyczuła
niepokój i zdenerwowanie. Chciała do niego podejść i mu pomóc, ale bała się
jego reakcji.
- Posłu… - zaczęła
cicho.
- Wysiadaj! – warknął i
wyjął pistolet z kurtki.
Rozalia głośno
przełknęła ślinę i powoli wysiadła z samochodu. Oparła się o maskę. Ręce
trzymała cały czas w górze. Serce zaczęło bić jej szybciej, była bezradna. Liczyła
tylko na cud.
- Pomogę ci! –
krzyknęła.
Zrobiła to, będąc w
kompletnej desperacji. Nie miała doświadczenia w takich sytuacjach. Zaczęła
żałować, ze w ogóle zgodziła się na śledztwo. Powinna teraz być w domu i
popijać kawę, czytając gazetę bądź oglądając telewizję.
Nie odpowiedział.
Zacisnął usta w cienką
kreskę. Pistolet miał wycelowany w jej stronę. Chyba coś w nim pękło. Rozalia
dojrzała łzę w kąciku oczu. Zmiękł, to była jedyna szansa.
- Daj sobie pomóc…
Nagle usłyszeli dźwięk
silnika. Na pole wjechał granatowy, stary Opel. Obydwoje byli zaskoczeni.
Rozalia odskoczyła.
Z samochodu wysiadł
przerażony i zdenerwowany Bartek. A potem dziewczyna, z którą rozmawiała
Rozalia.
Chłopak głośno zaklął.
Wszystko odbiło się echem.
Bartek zrobił krok w
stronę Rozalii.
- Stój! – warknął,
wymachując pistoletem. Już nie wiedział, do kogo ma celować.
Kurek zagryzł wargę i
zmarszczył brwi.
- Kacper, proszę,
opanuj się! – krzyknęła Karolina. – To już koniec…
Nie odpowiedział.
Bartek patrzył z
niepokojem na Rozalię. Zrobił kilka kroków do przodu aż w końcu dzielił ich
tylko metr.
Wtedy padł strzał.
Kacper upuścił
pistolet, uklęknął i zaczął płakać. Podbiegła do niego Karolina, która kopnęła
pistolet i zaczęła przytulać go do siebie. Powtarzała, że wszystko będzie
dobrze.
Rozalia bezwiednie
upadła na zimną ziemię. Bartek szybko do niej podbiegł. Złapał ją za dłoń,
która z minuty na minuty robiła się coraz bardziej zimna.
- Rozalka… - szepnął ze
łzami w oczach.
Szybko wyjął komórkę i zadzwonił
po pogotowie.
- Rozalka… - powtórzył
błaganie i pocałował ją w czoło. – Proszę…
Była słaba. Bardzo
słaba. W jej głowie huczało. Widziała rozmazanego Bartka i…i…
______
hahahaha, ja pieprze, możecie się śmiać, pozwalam Wam, ten rozdział jest beznadziejny, ale i ostatni. Przed nami jeszcze Epilog, trzymać się!! :*
______
hahahaha, ja pieprze, możecie się śmiać, pozwalam Wam, ten rozdział jest beznadziejny, ale i ostatni. Przed nami jeszcze Epilog, trzymać się!! :*
TY CHYBA SOBIE KURWA ŻARTUJESZ?!
OdpowiedzUsuńJa pieprze, nie wierzę.
UsuńPo 1) JAKI STRZAŁ?!
Po 2) JAKI EPILOG?!
No błagam, weź Ty tego tak nie kończ!
No bo Bartuś to jest jednak pierońsko inteligentny. Zostawić dziewczynę dla pierogów? Miśka, feś xD
OdpowiedzUsuńNo to śledztwo nie wyszło na dobre, ale Rozalia z Bartkiem rozwiązali zagadkę (chyba) tylko jakim kosztem. Oby dziewczynie nic się nie stało.
OdpowiedzUsuńŚledztwo na własną rękę nie mogło skończyć się dobrze. Ale mam nadzieje, ze Rozalia będzie żyła?
OdpowiedzUsuń