poniedziałek, 11 marca 2013

Part 5; surrealistyczny obraz


Następnego dnia Rozalię nie obudził ani budzik, ani Feliks, ani też promienie światła. Obudziło ją głośnie pukanie do drzwi, naprzemiennie z dźwiękiem dzwonka. Znów pomyślała o Magdzie, potem o Michale, ale znów był to Bartosz. 
    Tym razem nie miał na sobie tego, co zwykle, czyli krótkich Convers'ów, jasnych jeansów, granatowej koszuli i niebieskiej, przeciwdeszczowej kurtki. Tym razem założył czarne Adidasy, czarne spodnie, z lekko zwężoną nogawką, białą koszulkę i czarną, skórzaną kurtę. No i oczywistością były okulary przeciwsłoneczne. 
    - Wyjeżdżasz gdzieś? - spytała Rozalia, przecierając oczy. 
    - Nie, czemu pytasz? Przecież miałem ci pomóc...
    - Ale, Bartek, to nie będzie miało sensu. Nic nie zdziałamy. Ja bym bardzo chciała rozwiązać tę sprawę, ale sam widzisz, że nie mogę.
    - Gadanie. Ubieraj się. Ale już! 
    Rozalia nie była do końca przekonana o słuszności tego pomysłu, aczkolwiek uległa Bartkowi i jego urokowi osobistemu. 
    - To gdzie najpierw? - spytała Rozalia, wsiadając do czarnego Audi Bartosza.
    - Hm... a czy ofiara coś studiowała? - spytał po chwili Bartek, odjeżdżając z parkingu.
    Rozalia zaczerwieniła się, bo był chłopak niezły. 
    - Tak, tak. Architekturę. Skręć w lewo i będziemy prawie na miejscu.
    Bartek zrobił to, co kazała mu Rozalia. Po chwili stali przed wielkim budynkiem, do którego wchodziło mnóstwo ludzi. Weszli do środka i zaczęli pytać o Kamilę, ale nikt jej nie kojarzył. W końcu rozpoznała ją jakaś dziewczyna. Karolina Wilk.
    - To jest Kamila. A coś się stało? – spytała, kątem oka patrząc na chłopaka, który stał przy oknie. Rozalia wyczuła jej niepewność i strach.
    - Nie żyje, chcesz coś jeszcze powiedzieć?
    Cały czas mówiła Rozalia. Bartek tylko stał, słuchał i próbował nie rzucać się w oczy.
    - Nie żyje? Ale… - urwała. – Przepraszam, muszę iść na zajęcia.
    Bartek spojrzał się wymownie na Rozalię, która już nic z tego nie rozumiała.
    - Przecież ona coś wie, czuć to na kilometr – stwierdził Bartek, krzyżując ręce na piersi.
    - No, racja. A widziałeś tego chłopaka? – Bartosz kiwnął głową. – Z nim też musimy pogadać.
    Obydwoje wrócili do samochodu i nie za bardzo wiedzieli, co ze sobą zrobić. Jedynym punktem zaczepienia była ta dziewczyna.
   - Jeść mi się chce – mruknął cicho Bartek.
   - Mi też… - odparła Rozalia, zaglądając do torby, z nadzieją, że jest tam jeszcze wczorajsza kanapka.
   - Chcesz pierogi?
   - Pierogi?
   - Tak, niedaleko była jakaś budka z pierogami. Skoczę i przyniosę kilka – zaproponował.
   - Okej, idź.
    Rozalia została sama. Znów zaczęło ją kusić, by zadzwonić do Michała, ale była prawie pewna, że znów włączy się poczta. Dostała za to SMS’a od Magdy. „Jak z Bartkiem?”. Rozalia uśmiechnęła się szeroko, ale nic jej nie odpisała, bo jej siostra i tak by w to nie uwierzyła.
   Nagle ktoś otworzył drzwi. Rozalia była pewna, że to Bartek, ale był to chłopak z uczelni.
   Wzdrygnęła się.
    - Chyba musimy pogadać – powiedziała stanowczo.
    - O niczym nie będziemy rozmawiać. Pojedziemy gdzieś – odparł, odpalając samochód.
    Rozalia na razie nie protestowała. Była pewna, że ten chłopak chce jej coś powiedzieć o śmierci Kamili, że ma dobre zamiary. A on jechał coraz szybciej. Rozalia wyjęła telefon i wybrała numer Bartka. Chłopak wyrwał jej komórkę i wyrzucił ją przez okno.
    - Hej! Mogę wiedzieć gdzie jedziemy?! – warknęła Rozalia, próbując jakoś zatrzymać samochód, ale mało co mogła zdziałać, bo doprowadziłaby do wypadku.
    Chłopak nie odpowiedział. Przyspieszył jeszcze bardziej. Rozalia wbiła się w siedzenie i mocno chwyciła za zagłówek. Jechali gdzieś poza miasto. Wszędzie były tylko lasy, błoto, a na dodatek zaczynało padać. Znów.
    Rozalia łapczywie wdychała powietrze. Krew szybciej pulsowała. Byli na jakimś polu. Pustym polu. Niedaleko płynęła rzeka. Słońce prawie schowało się za szarymi chmurami. Gdzieś w oddali widać było klucz ptaków. Wszystko to tworzyło surrealistyczny obraz. Było coś w tym niepokojącego i dziwnego.
    - Zabiłeś ją, prawda? – Rozalia próbowała zachować spokój.
    - Wysiadaj – rzucił obojętnie.  
     Rozalia wyczuła niepokój i zdenerwowanie. Chciała do niego podejść i mu pomóc, ale bała się jego reakcji.
     - Posłu… - zaczęła cicho.
     - Wysiadaj! – warknął i wyjął pistolet z kurtki.
      Rozalia głośno przełknęła ślinę i powoli wysiadła z samochodu. Oparła się o maskę. Ręce trzymała cały czas w górze. Serce zaczęło bić jej szybciej, była bezradna. Liczyła tylko na cud.
     - Pomogę ci! – krzyknęła.
     Zrobiła to, będąc w kompletnej desperacji. Nie miała doświadczenia w takich sytuacjach. Zaczęła żałować, ze w ogóle zgodziła się na śledztwo. Powinna teraz być w domu i popijać kawę, czytając gazetę bądź oglądając telewizję.
      Nie odpowiedział.
      Zacisnął usta w cienką kreskę. Pistolet miał wycelowany w jej stronę. Chyba coś w nim pękło. Rozalia dojrzała łzę w kąciku oczu. Zmiękł, to była jedyna szansa.
      - Daj sobie pomóc…
      Nagle usłyszeli dźwięk silnika. Na pole wjechał granatowy, stary Opel. Obydwoje byli zaskoczeni. Rozalia odskoczyła.
      Z samochodu wysiadł przerażony i zdenerwowany Bartek. A potem dziewczyna, z którą rozmawiała Rozalia.
      Chłopak głośno zaklął. Wszystko odbiło się echem.
      Bartek zrobił krok w stronę Rozalii.
      - Stój! – warknął, wymachując pistoletem. Już nie wiedział, do kogo ma celować.
      Kurek zagryzł wargę i zmarszczył brwi.
      - Kacper, proszę, opanuj się! – krzyknęła Karolina. – To już koniec…
       Nie odpowiedział.
        Bartek patrzył z niepokojem na Rozalię. Zrobił kilka kroków do przodu aż w końcu dzielił ich tylko metr.
     Wtedy padł strzał.
     Kacper upuścił pistolet, uklęknął i zaczął płakać. Podbiegła do niego Karolina, która kopnęła pistolet i zaczęła przytulać go do siebie. Powtarzała, że wszystko będzie dobrze.
     Rozalia bezwiednie upadła na zimną ziemię. Bartek szybko do niej podbiegł. Złapał ją za dłoń, która z minuty na minuty robiła się coraz bardziej zimna.
    - Rozalka… - szepnął ze łzami w oczach.
    Szybko wyjął komórkę i zadzwonił po pogotowie.
    - Rozalka… - powtórzył błaganie i pocałował ją w czoło. – Proszę…
    Była słaba. Bardzo słaba. W jej głowie huczało. Widziała rozmazanego Bartka i…i…

______
hahahaha, ja pieprze, możecie się śmiać, pozwalam Wam, ten rozdział jest beznadziejny, ale i ostatni. Przed nami jeszcze Epilog, trzymać się!! :*

5 komentarzy:

  1. TY CHYBA SOBIE KURWA ŻARTUJESZ?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pieprze, nie wierzę.
      Po 1) JAKI STRZAŁ?!
      Po 2) JAKI EPILOG?!

      No błagam, weź Ty tego tak nie kończ!

      Usuń
  2. No bo Bartuś to jest jednak pierońsko inteligentny. Zostawić dziewczynę dla pierogów? Miśka, feś xD

    OdpowiedzUsuń
  3. No to śledztwo nie wyszło na dobre, ale Rozalia z Bartkiem rozwiązali zagadkę (chyba) tylko jakim kosztem. Oby dziewczynie nic się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
  4. Śledztwo na własną rękę nie mogło skończyć się dobrze. Ale mam nadzieje, ze Rozalia będzie żyła?

    OdpowiedzUsuń