niedziela, 17 marca 2013

Part 6; cześć - epilog


    I obudziła się. Zasłoniła twarz dłonią, bo wpadające słońce raziło ją w oczy.
    - Rozalka! – krzyknął Bartek. – Telefon dzwonił!
    Była kompletnie zmieszana. Dotknęła czoła. Było mokre. Tak samo jak koszulka i cała reszta ciała. Bartek siedział obok na łóżku. Uśmiechał się i trzymał jej telefon.
    - Boże… - jęknęła i schowała twarz w poduszce.
    - Ciężka noc? – spytał, unosząc brew.
    - Można tak powiedzieć. Chwila… a ty co tutaj robisz?
    - Już nic nie pamiętasz? – Pokręciła głową. – Już nigdy więcej nie pij wina, dobrze?
    - Wina? – zdziwiła się.
    - Wiesz, padało, więc zostałem u ciebie na noc. I otworzyłaś wino, które, notabene, wypiłaś prawie sama! – zaśmiał się. – Ale nie martw się, spałem na kanapie.
    Rozalia powoli zaczęła sobie wszystko przypominać i odetchnęła z ulgą.
    - To ja pójdę wziąć prysznic…
    - Tylko szybko, bo ci kawa wystygnie! – krzyknął Bartek. – A, Rozalia, telefon ci dzwonił. Z pięć razy! Jakiś Michał! – dodał, gdy Rozalia była już w łazience.
    - Co?! – ryknęła i momentalnie podbiegła do Bartka. – Daj mi ten telefon.
    Natychmiast wyrwała go z dłoni Bartka i wybrała numer do Michała. Odebrał po pierwszym sygnale.
  - Michał, co ty sobie myślisz?! – warknęła do słuchawki.
  - Rozalia, spokojnie. Musiałem wyjechać do mojej mamy, miała mały wypadek. Już jestem w Łodzi. Ty mi lepiej powiedz, co się dzieje? Przyjeżdżam na komisariat i dowiaduję się, że zrezygnowałaś. I mam prowadzić śledztwo z Tomkiem.
   - No jasne, Terliński – westchnęła.
   - Co z nim?
   - Odsunął mnie. Ale skoro już masz prowadzić to śledztwo z Tomkiem, to zrób to. – Rozalia uśmiechnęła się krzywo.
    - Ale my już skończyliśmy śledztwo. A raczej Tomek. Wczoraj przyznał się chłopak ofiary. Dziwna sprawa, dziwna. – Rozalia usłyszała dźwięk zapalniczki, jak Michał zaciąga się, zatrzymuje dym w płucach i go wypuszcza. – No, a my się widzimy jutro w pracy. Cześć.
    I rozłączył się. Rozalia zamknęła za sobą drzwi od łazienki. Zmyła z siebie resztkę dzisiejszego snu, który był bardzo dziwny. Po dziesięciu minutach wróciła do Bartka, który robił kanapki z serem i pomidorem.
    Dziś było jakoś nieswojo. Rozalia milczała, jakby bała się reakcji Bartka, a on nie wiedział, co powiedzieć. Po raz pierwszy w życiu nie wiedział, co ma powiedzieć.
    - Muszę iść – powiedział, wstając. – Dziś deszcz nie pada, więc nie wrócę. – Uśmiechnął się blado.
    Milczała, wpatrując się w jego błękitne tęczówki.
    - No to pa. – Zarzucił na siebie kurtkę, nieśmiało musnął wargami jej policzek i wyszedł, cicho zamykając drzwi.
     Od ich ostatniego spotkania minęły trzy tygodnie. Rozalia chciała do niego zadzwonić, zapytać o coś, ale gdy już trzymała telefon w dłoni, nie mogła wcisnąć zielonej słuchawki. Zwyczajnie się bała. A może duma jej na to nie pozwalała? Czasem coś o nim słyszała w telewizji; że zaczęły się mecze, że Skra walczy o mistrzostwo Polski, że w Bartku nadzieja. Pomyślała, że pewnie nie ma dla niej czasu. Ale coś zaczęło być nie tak, gdy mistrzostwa się skończyły, a Bartosz nadal nie dzwonił. Rozalia chodziła do „Magnoliowego łuku” jeszcze częściej. Miała nadzieje, że spotka go tam, ale Bartek nie pojawił się tam ani razu.
    Dopiero gdy zaczął się czwarty tydzień spotkała go na mieście, w zatłoczonej uliczce, a słońce raziło ją w oczy.
    - Cześć.
    - Cześć.
    I na tym się skończyło. Stali obok siebie. Rozalia patrzyła na niego przez swoje przeciwsłoneczne okulary i chyba zaczęła się uśmiechać.
    - Czemu się nie odzywałaś? – spytał po chwili.
    - Wiesz, to działa w dwie strony – odparła, uśmiechając się zadziornie.
    - Więc teraz to będzie moja wina?
    - Tak, a moja?
    - Nie wiem. – Bartosz wzruszył ramionami. – Mam ochotę na ciasto, a ty?
    - Przecież nie lubię ciast – powiedziała, krzyżując ręce na piersi.
    - Ciasto mojej mamy polubisz. Są świetne. I może Kuba, mój brat, też coś upiekł. On lubi się bawić w takie coś. Za to ja w ogóle nie mam do tego głowy… Kiedyś próbowałem upiec murzynka, ale taki zakalec mi wyszedł! - Bartek złapał ją za rękę i dalej przemierzali zatłoczone uliczki Łodzi, rozmawiając o ciastach.

_______
kooooooniec!
Tak się kończy opowieść o Bartku i Rozalce. Piękna ta niedziela, Pyśki :))  
Widzimy się na mania-opowiadania! ♥

4 komentarze:

  1. ojejku, jak świetnie! :)
    ciasta są fajne, przekonasz się Rozalka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam ciastka ;)
    I Rozalka też polubi, gdy tylko spróbuje wypieków mamy Bartka ;)

    Pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaaach, Miśka, bo to soł słit było ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Na szczęście tamte wydarzenia okazały się tylko snem...
    I żyli długo i szczęśliwie. ;)

    OdpowiedzUsuń