poniedziałek, 11 lutego 2013
Part 2; Mam coś
Rozalia skierowała się w stronę jednej z łódzkich kamienic. Zaniedbanych i starych jak wszystkie tutaj. Stanęła przed budynkiem i ciężko westchnęła. To wyglądało na kompletną ruinę. Dachu nie było, zostało kilka desek. Obok leżały cegły, które od czasu do czasu po prostu wypadały. Gdzieniegdzie kręciły się koty, psy, myszy i szczury. Rozalia pokręciła głową i weszła na środka, gdzie była już ekipa policyjna. Kilku funkcjonariuszy, patolog i partner Rozalii - Michał.
Michał Zawadzki był sporo starszy od niej. Prawie o piętnaście lat, aczkolwiek dobrze im się pracowało. Miał równo dwa metry wzrostu. Rzadko kiedy nosił garnitur, czy też policyjny mundur. Najczęściej zakładał luźny T-shirt i jeansy. Był dość nietypowym policjantem. Zawsze mówił to, na co miał ochotę i co myślał. Nie przejmował się opinią innych. W oczach wielu policjantów był po prostu pijakiem i wszyscy dziwili się, że on jeszcze pracuje w policji.
- Cześć, co mamy? - spytała sucho, zakładając rękawiczki.
- Kobieta. Myślę, że koło dwudziestu lat. Leży tu jakieś trzy dni - odpowiedział patolog. - Poza tym sądzę, iż ofiara się wykrwawiła. Zwłoki są odwodnione, aczkolwiek krwi tutaj jest mało. Mam prawie sto procent pewności, że tu jej nie zabito.
- A przyczyna? - spytała Rozalia.
- Poderżnięte gardło. Ale jeszcze jedno jest ciekawe. Ofiara ma rany na nogach. Spójrzcie tutaj. - Patolog podniósł nogę ofiary. - Tkanka miękka w połowie się rozłożyła, ale na kościach widać nacięcia. Od kostek do kolan, mniej-więcej jest jest pięć.
- Wiadomo, kim jest ofiara? - Rozalia zwróciła się do Michała, który wydawał się w ogóle nie słuchać patologa. Cały czas się rozglądał.
- Nie, nic nie wiadomo. Jesteśmy tu dopiero pół godziny.
- A kto znalazł ciało?
- Jakiś chłopiec. Wpadła mu tutaj piłka. Już go przesłuchaliśmy. Nic nie wie.
Rozalia skinęła głową i spojrzała na zwłoki. Twarz była w miarę rozpoznawalna, chyba najwięcej z niej zostało. Za resztę ciała wzięły się myszy, szczury, larwy i inne robactwa. Szczególnie zmasakrowane były wnętrzności ofiary - wątroba i żołądek. Pomieszczenie przypominało jakiś magazyn, lub kotłownię. Nic tu nie było oprócz kilku beczek, jakiejś folii. Było tylko jedno okno, do tego bardzo małe z widokiem na cmentarz. Ściany były brązowo-żółte, podłoga była pokryta piachem i kurzem, o ile można było to nazwać podłogą. Był to po prostu zwykły beton. Gdzieniegdzie były kałuże. Całe szczęście, że ciało znajdowało się na parterze, a nie na pierwszym piętrze, bo wtedy zalałby je woda. Rozalia już czuła, że to nie będzie proste śledztwo.
Technicy zaczęli swoją pracę. Rozalia i Michał chwilowo nic nie mieli do roboty. Musieli poczekać na wyniki sekcji, a poza tym nie mieli tożsamości ofiary.
- Dobra, to może popytamy kogoś? A potem poszukamy w zaginionych, co? - Michał przetarł twarz dłonią.
- Okej.
Rozalia i Michał skierowali się w stronę wyjścia. Właściwie to nie wiedzieli, gdzie szukać. Tutaj nikt nie mieszkał, oprócz drobnych pijaczków, którzy pewnie i tak nic nie zapamiętali. Rozalia wzdrygnęła się na samą myśl, że ktoś może mieszkać w takim miejscu, jak to.
Zapukali do drzwi jednego z bardziej zadbanych mieszkań, choć tutaj to wszystko to rudery. Nikt nic nie widział, nic nie słyszał. Rozalia i Michał nic nie mogli wyciągnąć od tych ludzi. Kobiety nic nie chciały mówić, a mężczyźni zbywali policjantów byle czym.
- Czyli ofiara nie mieszkała tutaj - podsumował Michał.
- Albo mieszkała, wszyscy wiedzą, co się stało, ale nie chcą nic mówić - odparła Rozalia.
- Nie uważasz, że to wymaga zbyt dużego myślenia, jak na takich ludzi? - prychnął.
- Nie widzisz, co się dzieje? Te kobiety się boją. Coś jest na rzeczy.
- W takim razie nie będzie ofiary w dziale osób zaginionych. Po co mieliby zgłaszać?
- Sprawdzić warto.
Michał zmarszczył brwi i przyznał jej rację. Kilka chwil później obydwoje byli w drodze do komisariatu. Technicy i patolog także skończyli już swoją pracę, więc Rozalia i Michał mieli wolną rękę. Teraz oni przejmowali ster. Patolog niczego więcej nie stwierdził. Wykrwawienie, miejsce zabójstwa nieznane i te ponacinane nogi. Upewnił się tylko w tym przekonaniu, że ofiara żyła, kiedy przecinano jej nogi. Technicy zrobili zdjęcia, które potem dali Michałowi i Rozalii.
- A może ta? Pasuje, jeśli chodzi o wiek, wzrost... - wskazała Rozalia.
- Nie sądzę - odpowiedział cicho Michał, wyginając usta w nieznaczny dzióbek. - To ona - powiedział z ulgą i oparł się o zagłówek.
Rozalia zmarszczyła czoło.
- Kamila Laskowska? Skąd ta pewność?
- Przeczucie, chodź.
Michał zerwał się z krzesła i szybkim krokiem udał się do wyjścia. Rozalia przewróciła oczami i wydrukowała zdjęcie potencjalnej ofiary. Dogoniła Michała na parkingu. Pojechali jego samochodem pod dom zaginionej. Otworzyła im starsza kobieta z długimi, siwymi włosami, upiętymi w idealnie ułożony kok. Była dość pulchna, jak większość kobiet w tym wieku.
- Dzień dobry, policja, możemy wejść? - spytał oficjalnie Michał, rozglądając się dookoła.
- Tak, tak, oczywiście. Państwo w sprawie Kamili?
Rozalia w jej oczach zobaczyła przerażenie. Nie lubiła mówić o śmierci.
- Tak, chyba ją znaleźliśmy.
- Chyba?
- Nie mamy stuprocentowej pewności. Musi pani pojechać z nami, by to potwierdzić. - Rozalia zagryzła policzki od wewnątrz.
- Potwierdzić...? Czy to znaczy, że...
Michał beznamiętnie kiwnął głową. Kobieta usiadła na skrawku fotela i schowała twarz w dłoniach. Zaczęła cicho łkać.
- Proszę pani, jeszcze nie wiemy, czy to na pewno Kamila. Musi ją pani zobaczyć. - Rozalia ukucnęła i dotknęła jej kolan. Michał cały czas rozglądał się. Nie lubił mówić, wolał działać.
Pani Laskowska potrzebowała tylko trzech sekund, by stwierdzić, że jest to jej wnuczka. Michał znów miał rację, co zaczynało drażnić Rozalię.
- Mieszkała pani sama z wnuczką? - spytała Rozalia, siadając na krześle na przeciwko babci ofiary.
- Tak, od jakiś pięciu lat. Bardzo mi pomagała.
- A jej rodzice?
- Matka nie żyje - odparła cicho, próbując nie uronić łzy.
- A ojciec? - spytał Michał, unosząc brew.
- Kamila nie miała ojca - wycedziła ostro.
Rozalia spojrzała kątem oka na Michała, który był nieco znudzony.
- Kiedy Kamila zniknęła?
- Ostatni raz była w domu pięć dni temu. Nie wróciła na noc, ale myślałam, że po prostu poszła do jakiejś koleżanki się uczyć. Ale nie wróciła też następnego dnia. Wtedy poszłam na policję.
- A czy Kamila zachowywała się jakoś dziwnie, nieswojo? A może miała jakiś wrogów?
- Nie, skądże. Nie mam pojęcia, kto mógł to zrobić.
- Jeszcze jedno... Skoro myślała pani, że wnuczka się uczy, czyli studiowała coś, prawda?
- Tak, tak.
- Dobrze, na razie dziękujemy. Jak coś, odezwiemy się. Kolega odprowadzi panią do wyjścia - powiedziała z delikatnym uśmiechem Rozalia.
Michał zmierzył ją wzrokiem i niechętnie odprowadził staruszkę do wyjścia. Po krótkiej chwili wrócił do Rozalii, która przeglądała zdjęcia. Nagle wpadł do nich zdyszany patolog.
- Mam coś - powiedział, łapiąc powietrze.
- Co takiego? - Michał uniósł brwi.
______
Nie mam już do tego serca.
Możliwe, że to moje ostatnie opowiadanie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No cholera, w takim momencie przerywasz!
OdpowiedzUsuńLubię kryminały, coraz bardziej zaczynam wielbić to opowiadanie.
Uwielbiam kryminały :)
OdpowiedzUsuńTylko dlaczego przerwałaś w tak ważnym momencie??
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńDzięki Tobie chyba polubię kryminały :)
OdpowiedzUsuńTo musiał być szok dla babci Kamili dowiedzieć się że jej wnuczka nie żyje. Szkoda, że kończysz w takim momencie. Teraz wszyscy będziemy snuć domysły co takiego mógł odkryć patolog :)
Pozdrawiam :)
Och i ach, czy ja wspominałam, jak uwielbiam pracę Rozalki? I ich odkrycia i wszystko inne w ogóle? Aczkolwiek informowanie ludzi o śmierci ich bliskich nie należy do najprzyjemniejszych sytuacji. Ryzyko zawodowe, jakby powiedział Geralt(♥).
OdpowiedzUsuńGERALT ♥ Bluśka, Bluśka! :D
UsuńJak mnie się to podoba!
OdpowiedzUsuńkocham to
OdpowiedzUsuń