czwartek, 31 stycznia 2013
Part 1; Nie jadam ciast
Bartosz pierwszy raz do "Magnoliowego łuku" przyszedł czwartego kwietnia. Przyszedł tam tylko z jednego powodu. No, może dwóch. Pierwszy, ten główny, to fakt, iż zaczęło padać, a on do domu miał jeszcze kilkaset metrów, a nie chciał przemoknąć, bo zniszczyłby sobie kurtkę. A drugim powodem była chęć wypicia kawy. Uwielbiał kawę, choć miał od niej lekko pożółkłe zęby i myślał o wybielaniu.
"Magnoliowy łuk" to całkiem przyjemna cukiernia, kawiarnia, herbaciarnia, jak kto woli, w której pachniało magnolią, bo było jej tam całe mnóstwo. Była mała z dużym kominkiem i barem, które zajmowały prawie połowę pomieszczenia. Resztę zajmowały stoliki, których razem było siedem. Jeśli chodzi o kolorystykę to dominowały kolory żółty i brązowy z malutkimi akcentami czerwieni. Kelnerki ubrane są zwykle w krótkie, czarne spódniczki, jakby liczyły na dodatkowe napiwki, choć do "Magnoliowego łuku" przychodziły same kobiety. Mężczyźni odwiedzali to miejsce bardzo rzadko. Ostatnio było to jakoś na początku lutego. Facet przyszedł tu z dziewczyną, by się oświadczyć i zrobił to. Wszystko było fajnie, miło, czuło, a potem wpadł do kawiarni (zupełnie przypadkiem) kochanek tej dziewczyny, zrobiła się afera, polało się trochę krwi, a dziewczyna wyjechała z miasta. Jak się później okazało była w ciąży, lecz nie wiedziała z kim. Od tego momentu mężczyźni omijali szerokim łukiem to miejsce. Może to stąd nazwa "Magnoliowy łuk"? A może po prostu właściciel lubił Harry'ego Potter'a?
Bartosz usiadł przy stoliku obok ściany. A jakież było zdziwienie kelnerek! Aż przetarły oczy, a jedna już chciała dzwonić na pogotowie. Tak na wszelki wypadek.
Zajrzał w menu i wybrał małą, czarną, mocną. A na dodatek kawałek wuzetki. Miał także słabość do ciast i ogólnie wszystkich słodkich rzeczy.
Bartek z niepokojem patrzył na deszcz za oknem. Zapowiadało się, że będzie tu siedział jeszcze trochę, bo jakby deszcz to za mało, to po chwili pojawiły się błyskawice. Westchnął cicho i oparł się o krzesło. Wtedy usłyszał ciche szepty i chichotanie. Odwrócił się i zobaczył dwie dziewczyny, wdzięczące się w jego stronę. Uśmiechnął się blado i upił łyk kawy. Lubił swoich fanów, nie to, że nie. Może czasem ta sława go drażniła, a miał wiele takich momentów, że chciałby to wszystko rzucić w cholerę i iść na studia, bawić się, pić, palić, ćpać. Jak prawdziwy student.
Zamyślił się, na troszkę odpłynął, a potem przyszły te dwie dziewczyny, prosząc o autograf. Imienny oczywiście. No i obowiązkowo o zdjęcie. Tego najbardziej nie lubił.
I wtedy ktoś wszedł do "Magnoliowego łuku". Bartek gwałtownie odwrócił głowę. Zobaczył niską dziewczynę, drobną i szczupłą. Była to ciemna blondynka, włosy miała upięte w kok. Była przeciętna, nie jakoś specjalnie ładna, ale i nie brzydka. Miała symetryczne rysy twarzy i jasną karnację skóry. Ubrana była na czarno; miała czarną, skórzaną kurtkę, czarne spodnie, przylegające do jej nóg i czarną bluzkę z białym wzorem. Podeszła do baru, oparła się o blat i zaczęła rozmowę z kelnerką. Nie były jakoś specjalnie zadowolone, raczej obojętne. I to bardzo. W końcu dziewczyna poprosiła o kawę i skierowała się w stronę stolika, niedaleko stolika Bartka. Nagle rozległ się hałas, a raczej krzyk. Bartek odwrócił wzrok i momentalnie zrobił się czerwony jak burak.
- Przepraszam! - krzyknął, wstając z miejsca.
Wyciągnął rękę w stronę leżącej obok dziewczyny, która przewróciła się o jego torbę.
- Naprawdę przepraszam, zapomniałem o tej torbie - dodał z krzywym uśmiechem.
- Dobra, nic się nie stało - odparła obojętnie blondynka, otrzepując z siebie kurz.
- Może w ramach przeprosin postawię pani kawę?
- Dziękuję, ale ja tutaj kawę mam za darmo. - Spojrzała się wymownie w stronę jednej z kelnerek.
- To może ciasto?
- Nie jadam ciast.
Bartek spuścił głowę i zagryzł wargę.
- Ale w sumie dziś potrzebuję jakiegoś cukru, to może sernik? - powiedziała i spróbowała się uśmiechnąć, ale jakoś jej to nie wyszło. Przynajmniej tak, jakby chciała.
Bartek klasnął w dłonie i usiadł na przeciwko blondynki.
- No tak, gdzie moje maniery? Bartek jestem - powiedział, wyciągając rękę w jej stronę.
- Rozalia - odparła, nie odwracając wzroku. Cały czas mieszała kawę, którą dostała przed sekundą.
- To co powiesz? - Bartek próbował ciągnąć temat.
- Hm... Jest fatalna pogoda, ja mam mnóstwo pracy, a na dodatek mam pranie na balkonie, więc już pewnie zupełnie przemokło. A ty co powiesz?
- Właściwie to samo. Aczkolwiek ja nie robię prania.
Rozalia beznamiętnie skinęła głową i upiła łyk kawy. Bartkowi spodobała się ta jej obojętność. I to, że ona go w ogóle nie zna, nie kojarzy, nie chce autografu ani też zdjęcia.
Nagle zadzwonił jej telefon. Odebrała. Mówiła mało, bardziej skupiła się na słuchaniu.
- Przepraszam, ale muszę już iść. Praca... - powiedziała i westchnęła ciężko.
- Może jeszcze kiedyś się spotkamy?
- Nie wiem, może. Cześć.
I wyszła. Bartek widział ją jeszcze przez szybę, a potem zupełnie zniknęła mu z oczu.
_______
Hm... Jest okej u mnie. A u Was? ;_;
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Już lubię Rozalie i Bartosza ;)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny:)
Podoba mi się ten styl. Bardzo.
OdpowiedzUsuńZakochałam się.
OdpowiedzUsuńNo to chyba wpadł. Jak śliwka w kompot.
OdpowiedzUsuńJa też lubię tą obojętność.
OdpowiedzUsuń